Festiwal Młodzieży Szensztackiej 2007

(30.08-02.09.2007)

Autor: Wojtek Waśko
Zdjęcia: Wojtek Waśko
Nihil obstat: Wojtek Waśko :-)


I ja tam byłem, herbatę piłem, a com widział i słyszał, w Internecie umieściłem... :-)
Adam Mickiewicz, Corrigendum: Wojtek Waśko.



Pierwszy autobus, drugi... trzeci. Na miejscu jedynie niedobitki tych, którzy byli na Festiwalu. Ale i ta 'elita' powoli się wykrusza. Po odjeździe Ojców wszystkich obecnych można zliczyć na palcach obu rąk. Po jakimś czasie i ci wyjeżdzają - na miejscu wartę honorową obejmują 'tubylcy' - siostry.

Tak wyglądał ostatni dzień Festiwalu Młodzieży 2007. Mówią, że rozstania są najgorsze... Ale to chyba one właśnie najgłębiej zapadają w pamięć, a po czasie przywołują wspomnienia tego, co było przed pożegnaniami. Dlatego też od końca zacząłem tę relację z Festiwalu Młodzieży Szensztackiej '07. Obiecuję jednak trzymać się w dalszej części tekstu chronologii wydarzeń. :-)

PRZYGOTOWANIE FESTIWALU (28-30.08.2007)

Drużyna :-)Na miejscu zjawiła się silna ekipa pod wezwaniem, by przygotować wspólne świętowanie. Nasza drużyna, tzn. (od lewej) Krzyś, Paulina, Mateusz, Marysia, Stachu i Alina dzielnie sprawowała się przez dwa (w sumie to dwa i pół) dni, pomagając Ojcom i Siostrom w przygotowaniach. Gwoli ścisłości, do tej ekipy należałoby doliczyć jeszcze moją skromną osobę... Na tyle skromną, że nie znalazła się na zdjęciu:-)
Trudy dzielili z nami też klerycy - Darek, Łukasz i Przemek. Zapewne próbowali się wkupić pracą w łaski Ojców, by ich przyjęli za te parę lat na stałe do Józefowa. ^_^ Wspólnie pracowaliśmy i odpoczywaliśmy - nie zabrakło również akcentów humorystycznych - ten akurat autorstwa kl. Przemka.

DZIEŃ PIERWSZY (30.08.2007)

przywitanieTego dnia zaczęli się zjeżdżać uczestnicy Festiwalu - łącznie naliczono ich około 200. Dziewczyny z recepcji miały co robić... Przyjechały dwa autokary - jeden z Koszalina, drugi rekrutował się z Opolan i Gliwiczan. Grupa Bydgoska przyjechała pociągiem. Wśród nas znaleźli się również ludzie z Warszawy i okolic, Trójmiasta oraz różni niezależni z całej Polski. Proszę Państwa, mieliśmy również gości z zagranicy - kieruję ukłon w stronę Grodna i Petersburga.

Około godziny 15.00, zebranych pozdrowił o. Romuald, oficjalnie rozpoczynając Festiwal. Po kilku słowach tytułem wstępu o. Wojtek udzielił nam błogosławieństwa na rozpoczynający się Festiwal. W międzyczasie przyjechało Opole :-) Następnie udaliśmy się do auli, gdzie przy akompaniamencie s. Michaliny i jakże wspaniałej scholi dokonano przedstawienia i przywitania poszczególnych grup i wprowadzenia w atmosferę Festiwalu.

O 18.00 udaliśmy się na Eucharystię, by, teraz już w pełnym składzie, rozpocząć Festiwal z Bogiem. Po mszy świętej dalej bawiliśmy się w auli. Swoje prezentacje przedstawiły grupy z poszczególnych diecezji, opowiadając po krótce o tym, na co zużywali swoją energię od zeszłorocznego Festiwalu. Nie obeszło się też bez przywołania wspomnień z Festiwalu '06... Na zakończenie dnia zebraliśmy się w kaplicy, a następnie chłopacy odjechali w stalowych rumakach do Józefowa.

DZIEŃ DRUGI (31.08.2007)

Rano w Domus Patris przy ulicy Nowowiejskiej 12 w Józefowie rozległ się alarm, wzywający chłopaków do powstania. Gnani myślą o śniadaniu, zebraliśmy się czym prędzej i popędziliśmy do Świdra. Oczywiście, jak na członków i sympatyków Ruchu Szensztackiego przystało, zaczęliśmy od modlitwy porannej. Tego dnia odmawialiśmy wspólnie w kaplicy brewiarz. Po modlitwach udaliśmy się na to wyczekiwane śniadanie - specjałem były ryby (w końcu był to piątek) w sosie pomidorowym z puszek... Te puszki... I te pamiętne otwieracze... Równie dobrze można było otwierać te puszki gwoździem... ^_^
Około godziny 11 wykład miała p. Alicja Kostka, która opowiadała o rozumieniu piękna przez współczesnego człowieka, naszych potrzebach i pragnieniach dotyczących piękna i o tym, jak to piękno mamy osiągać.

Po wykładzie część ludzi rozproszyła się po terenie, a odpowiedzialni za poszczególne zabawy przygotowane na najbliższe popołudnie kończylli szykować przeróżne gry i zabawy.

o. Wojtek wygłaszający kazanieNieco później, bo około godziny 15.00 uczestniczyliśmy w Mszy Świętej, podczas której o. Wojtek wygłosił niezwykle sygestywne kazanie o pewnym chłopcu, który bardzo chciał zmieniać świat na lepsze, a dopiero zderzenie z twardą rzeczywistością (w tym przypadku orzechem) doprowadziło go do stwierdzenia, że jednak Bóg stworzył świat dobrym i bardzo pięknym.

A potem... Zaczęło się! O. Wojtek dał znak, że "Zabawę czas zacząć!" i wszyscy uczestnicy Festiwalu rzucili się w wir zabaw. Nieocenione okazały się znaki, obwieszczające, gdzie się co odbywa. Chociaż niektórzy ich nie potrzebowali, bo było ich widać i słychać z naprawdę daleka... :-)

I tak, do wyboru było:
  • strzelanie z łuku (I, II, III)
  • wbijanie gwoździ w deskę (kto zużyje mniej uderzeń młotkiem, by wbić gwóźdź w belkę - I, II)
  • robótki ręczne (I, II)
  • arte-terapia (I, II, III)
  • grupa teatralna, która na dobrą sprawę przemieniła się w szukanie ludzi, którzy wezmą udział w konkursie na Miss (I)
  • siatkówka wodna (I, II)
  • tańce (I, II, III)
  • zabawy z chustą integracyjną (I, II, III)
  • przyjechali też strażacy - obowiązkowo zrobiliśmy sobie z nimi zdjęcie, a potem graliśmy w strażacką wersję siatkówki wodnej (I, II, III)
  • niektórzy autonomicznie zorganizowali sobie siatkówkę, inni prowadzili poważne dyskursy, albo po prostu, zmęczeni zabawą, przyglądali się


Na koniec dnia odbył się mecz siatkówki wodnej Ojcowie versus Siostry... Ktoś pamięta może, z jakim wynikiem? :-)

Wieczorem, po wspólnej modlitwie brewiarzowej, chłopacy odjechali do Józefowa...

DZIEŃ TRZECI (1.09.2007)

Mateusz czekający na przyjazd dziewczyn :-)Pół tego dnia minęło we wzajemnej separacji chłopaków od dziewcząt. Co niektórym z nas zapewne pomogło to uwolnić się od doczesnych trosk i skupić się na mini-wykładzie o. Romualda :-) Później chłopacy udali się na rekonesans po terenie Ojców. I zjedli wspaniały obiad. Tak, to nie jest złudzenie optyczne - kolejka kończy się na Przemku (dla tych, którzy nie wiedzą: tym sympatycznym facecie z dredami)... A i tak była jeszcze dłuższa :P Dziewczyny, według relacji jednej z nich (cytuję) "Wstały, pomodliły się, pomedytowały [zapewne o pięknie:-)]... Potem odpoczęły i pojechały do was." Znaczy "nas" - chłopaków.
No i przyjechały...

Szturmem! Mateusz dzielnie czatował na bramie, ale płeć piękna przemogła jego opór i wdarła się na posesję Ojców... Ponadto śledztwo wykazało, że z niewiastami kolaborował niejaki Oskar D. (osobnik w prawej części kadru, chowający się za bramą). Wobec takiego fortelu byliśmy bezsilni, więc przyjęliśmy żeńską część młodzieży, jak należało.







o. WojtekPrawie bezpośrednio po przyjeździe odprawiona została Msza Święta, w trakcie której trzy dziewczyny - Ania, Daria i Julia - zawarły przymierze miłości w duchu in blanco, a Michał - "zwykłe" przymierze. (Zobacz zdjęcia: dziewczyny odmawiają modlitwę zawierzenia, Michał zawiera przymierze, uwieńczenie ceremonii - I, II). Pod koniec mszy wszyscy zostali poproszeni o złożenie swoich wkładów do kapitału łask. Następnie pożegnaliśmy oficjalnie dziewczyny z zagranicy, które otrzymały wizerunki MTA. Już po błogosławieństwie udaliśmy się całą ekipą na placyk przed sanktuarium i zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie.








Po wprowadzających w nastrój dowcipach o. Romualda mieliśmy okazję i zaszczyt oglądnąć pantomimę przygotowaną przez dziewczyny z Opola. Po lewej stronie widać naszą Anię aka "Pretty Woman"... Swoją drogą - ciekawie wygląda zestawienie medalika pełnomocnictwa in blanco z tym strojem... :-) Pantomima, o ile poprawnie odczytaliśmy jej przesłanie ^_^, opowiadała o tym, że KAŻDY może znaleźć Boga - zarówno zalatana bizneswoman, zapracowana pani domu, jak i zaaferowana pretty-woman. I tym wesołym akcentem zakończyliśmy wizytę dziewczyn w Józefowie...




Ale szaleństwo miało się dopiero zacząć...
ekipa miss-ek Przejechaliśmy do Świdra na różne występy - i tak byliśmy świadkiem występu Przemka Staronia z kolegami, wokalnego popisu pani "Groszkowej" (^_^) w piosence "Już mi niosą suknię z welonem", ale emocje sięgnęły zenitu podczas konkursu na Miss '07. Konkurs piękności był prowadzony przez doskonale zakonserwowaną miss roku 1983 (Agatę) oraz nieco młodszą miss z 2005 roku (Anię). Koronę z głowy, po całorocznej kadencji, zdjęła miss '06 (Łukasz). Kandydatki były następujące:
Z numerem 1: Greta z Krety (Wojtek)
Z numerem 2: Karolina z Gogolina (Marcin)
Z numerem 3: Jakubina z Poronina (Kuba)
Z numerem 4: Melinda z Gdańska (Mateusz)
Kandydatki zmierzyły się w wielu kategoriach, między innymi w robieniu ciasta, prasowaniu koszul, tańcu, robieniu makijażu i śpiewie... Po zażartej walce i wielu ciekawych punktach zwrotnych (bez)sprzeczną zwycieżczynią została Karolina z Gogolina.

Po zakończeniu tego pogodnego wieczorka udaliśmy się do kaplicy na adorację Najświętszego Sakramentu. Była wówczas możliwość złożenia Panu Jezusowi w ofierze tego, co jest dla nas najpiękniejsze, co kojarzy się nam z pięknem. Niektórzy, przy składaniu tych symbolicznych przedmiotów, dawali również krótkie świadectwo, mówiąc o tym, dlaczego ten przedmiot kojarzy im się z pięknem i dlaczego chcą go ofiarować. Mieliśmy okazję wyciszyć się w modlitwie przed Chrystusem ukrytym w hostii, podziękować za możliwość wzięcia udziału w tym wspaniałym Festiwalu, który już de facto dobiegał końca i poprosić o opiekę MTA w życiu codziennym, po zakończeniu Festiwalu, gdy każdy z nas wróci do domu. Oczywiście po zakończeniu chłopacy pojechali do Józefowa.

DZIEŃ CZWARTY (2.09.2007)

poranna Msza Święta Nastał ostatni dzień naszego Festiwalu...
Chłopacy, mimo początkowych trudności, zebrali się i pojechali do Świdra na mszę świętą, która rozpoczęła się około godziny 10. Była to już ostatnia msza święta na Festiwalu. Na błogosławieństwo wszyscy wyszli na zewnątrz przed sanktuarium, gdzie ojciec Wojtek powiedział ostatnie słowa podziękowań i udzielił nam swojego błogosławieństwa.





Nadszedł czas pożegnań...

'BRAMA' blokująca wyjazd :-) Najpierw pożegnaliśmy Koszalin i Opole, które posłusznie odjechały autobusami do swoich domów... Potem spontanicznie utworzyła się grupa, która za żadną cenę nie chciała wyjechać ze Świdra... Niestety (oj, niestety!) jej opór został szybko przełamany... I tym sposobem zostali na miejscu już tylko nieliczni... Ale i ta 'elita' powoli się wykruszyła. Po odjeździe Ojców wszystkich obecnych można było zliczyć na palcach obu rąk. Po jakimś czasie i Ci wyjechali - na miejscu wartę honorową objęli 'tubylcy' - siostry.




I tak to właśnie przebiegał Festiwal... Tak się bawi Młodzież Szensztacka! A za rok....
"Przyjedziecie?"
"Przyjedziemy!" ...
      bez skojarzeń proszę!!! :-)


P.S. Chcę podziękować osobom, które pomogły mi przy pisaniu tej relacji (niestety, mam dobrą pamięć, ale niezbyt długą :-), a które nie chciałbym, by pozostały anonimowe, tzn. Agacie Bojanowskiej, Łukaszowi Pinio, Martinie Balon, Ani Pakulskiej i Marcinowi Wolendrowi. Gracias, amigos! :-)

Site Design by Pegasus - Pegaweb Web Design & Photohop Tutorials.