Kategoria: Rozważania

Rok Ojca Kentenicha

Przed nami ostatni miesiąc przed zawarciem Przymierza Miłości z naszym Założycielem Ojcem Józefem Kentenichem. Jak, na ten moment,wygląda moja relacja z Nim? Co do mnie mówi, co chce mi przekazać?

Wypracowaliśmy w Rodzinie Szensztackiej specyficzną metodę medytacji. Na czym ona polega? Gdy teraz pójdziecie do domu lub będziecie mieli kilka minut czasu, lub podczas jazdy samochodem czy w pociągu – w każdym razie, gdy pozostaniecie sami w ciszy – wówczas pomyślcie o tym, co wydarzyło się wczoraj w ciągu całego dnia. Co wczoraj przeżyłem?

(…)

Widzicie, być może zwykle siedziałem w swoim samochodzie i myślałem: „Tak, interes się udał. Nie mógłbyś jutro jeszcze trochę więcej zarobić?” A teraz też siedzę w swoim aucie, ale zajmuję się kochanym Bogiem i to w całkiem prosty sposób. Mam zwyczaj wyrażać to bardzo prosto: „przystawiamy drabinę” [tzn. chcemy spojrzeć na sprawy z innej perspektywy, przyjrzeć się im okiem wiary].

(…)

Najpierw przystawiamy drabinę do rozumu. Głowa musi teraz zwrócić się do góry. W świetle wiary muszę zapytać: „Dobry Boże, co chcesz mi właśnie przez to powiedzieć?”. Teraz powinniście się zastanowić, co On chce wam powiedzieć. O, kochany Bóg, Ten potrafi w niewielu słowach, często bardzo dużo powiedzieć. Może chce mi powiedzieć: „Stop, ty też niejeden raz w życiu byłeś bezwzględny! Uważaj, musisz pokonać tę hardość także w sobie. A jak dużo ludzi cierpiało już z tego powodu, że byłeś bezwzględny?!”.

Widzicie teraz przystawiłem drabinę do rozumu. Wiara, rozum oświecony przez wiarę próbował mi wyjaśnić, co kochany Bóg poprzez to małe wydarzenie chce mi powiedzieć.

Teraz trzeba przystawić drabinę także do serca. Tak, ale co to znaczy? Podarowuję kochanemu Bogu moje serce i mówię: „Dobry Boże, Ty musisz mi pomóc, by także moje serce pozostało czyste, żebym nie zachowywał się tak samo bezwzględnie, brutalnie i nie przemyślanie”. Teraz stoję mocno na ziemi, na gruncie codzienności, a jednocześnie wzniosłem się bardzo wysoko, do kochanego Boga”.

 

W poniedziałek wieczorem…Rozmowy z rodzinami. Z Bogiem w codzienności.

Katecheza 8 – 7 maja 1956 r.

Jakie mam spojrzenie na sprawy tego świata?

Czy potrafię przystawić drabinę i spojrzeć z innej perspektywy?

Ojciec często mówił o tym jak diabeł nas kusi, jak o nas walczy i jak bardzo chce, abyśmy byli bezrefleksyjni.

„Po pierwsze, co rozumiemy poprzez kuszenie? Pamiętacie jeszcze trzy etapy kuszenie: podnieta, uświadomienie sobie podniety i reakcja woli.

Po drugie, pytanie, gdzie jest źródło pokus? Stwierdziliśmy, że to nie Bóg jest tym, który kusi do grzechu. Bóg jedynie dopuszcza pokusy. Co w takim razie jest źródłem pokus? Jest nim po pierwsze – diabeł, po drugie – świat, po trzecie – skażona natura człowieka”.

Kiedy nie będziemy przeżywać życia z Bogiem, kiedy nasze sprawy i codzienność przysłonią nam to co ważne, czyli refleksję nad własnym zachowaniem, nad sytuacjami z naszego życia, to dajemy większe pole do popisu diabłu, ponieważ nasza wola bez stałego kontaktu z Bogiem i Maryją stopniowo słabnie.

Dlatego w tym ostatnim miesiącu przed Przymierzem Miłości z Ojcem Kentenichem prośmy Ojca o pomoc w przeżywaniu naszego życia z naszym Kochanym Bogiem, o przystawianie tej drabiny do naszego rozumu i naszego serca.

___________________________________________________________________________________________________________________

Modlitwa, która towarzyszy nam w trwającym Roku Ojca Kentenicha:

Boże nasz Ojcze,

Ty w Ojcu Kentenichu dałeś nam, napełnionego ogniem Ducha Świętego, Ojca i proroka, świadka i głosiciela Twojego posłannictwa w naszych czasach.

Prosimy Cię, daj i nam cząstkę jego założycielskiego ducha. Spraw, aby jego charyzmat był w nas tak żywy, abyśmy jego mocą mogli kształtować przyszłość Kościoła i społeczeństwa. Niech jego pragnienie odnowienia świata stanie się naszym pragnieniem.

Daj, abyśmy mocą przymierza miłości budowali nowy świat, w którym ludzie tworzą kulturę przymierza, wszędzie tam, gdzie żyją i działają.

Przedwieczny Ojcze, prosimy Cię, by Kościół włączył ojca Kentenicha w poczet świętych. Otwieraj dla niego i jego posłannictwa drzwi i serca wielu ludzi, aby mógł im wskazać drogę do Ciebie, który jesteś Pełnią życia. Prosimy Cię o to w łączności z Maryją, naszą Trzykroć Przedziwną Matką i Zwycięską Królową z Szensztatu. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

Tagi: ,

Rok Ojca Kentenicha

Serce Matki Bożej jest też źródłem wielorakiej radości. Młodość i radość idą zawsze w parze. Być chrześcijaninem to być radosnym. Sądzę i wolno mi to powiedzieć oraz zaakcentować, że być Polakiem i być radosnym to dwa nierozdzielne pojęcia, wzajemnie się warunkujące. Potrzeba radości jest podstawowym pragnieniem. Musimy mieć radość w sobie. Dlatego z pewnością niejednokrotnie odczuwamy, że gdy serce wypełnia radość, wówczas otwiera się ono na wszystko co wielkie.

Nawet zdrowie fizyczne jest uzależnione od osiągnięcia prawdziwej radości. Serce nieustannie pragnie radości. (…)

Prawdziwa radość jest zawsze wypoczynkiem wszystkich naszych dążeń w Najwyższym Dobru. Wiemy przecież kto jest Najwyższym Dobrem. Jest nim Bóg. Skoro więc mówię, że serce Matki Bożej jest źródłem prawdziwej radości, tym samym chcę powiedzieć, że Matka Boża będzie się starała byście zawsze znajdowały Boga”.

Wykład Ojca Kentenicha do polskich dziewcząt,

Szensztat, 11.02.1946 r.

Dzisiejszy świat pędzi tak szybko, że często nie zastanawiamy się ile radości jest w naszym życiu, ile uśmiechu, ile szczęścia.

Ojciec mówi, że właśnie radość jest naszym podstawowym pragnieniem. Często jednak przygnębienie, smutek, żal, złość zasłaniają nam tą radość, to szczęście, w którym jest nasz Bóg.

„Być Polakiem to być radosnym”. Ile w moim życiu jest radości?

Czy sprawiam innym radość i czy dostrzegam, kiedy ktoś stara się mi sprawić radość?

Czy odczuwam radość ze spotkania z Bogiem i Maryją na modlitwie, Eucharystii?

Matka Boża chce, abyśmy w codziennym życiu znajdowali Boga we wszystkich naszych codziennych sprawach, a Ojciec Kentenich dodaje „Gdy znajdziecie Boga, znajdziecie prawdziwe szczęście”.

Prośmy Ojca Kentenicha – w dwa miesiące przed zawarciem z Nim Przymierza – aby pomógł nam w odnajdywaniu Boga w naszym codziennym życiu, aby nasz wzrok, nasza postawa, nasze słowa wyrażały radość i szczęście.

___________________________________________________________________________________________________________________

Modlitwa, która towarzyszy nam w trwającym Roku Ojca Kentenicha:

Boże nasz Ojcze,

Ty w Ojcu Kentenichu dałeś nam, napełnionego ogniem Ducha Świętego, Ojca i proroka, świadka i głosiciela Twojego posłannictwa w naszych czasach.

Prosimy Cię, daj i nam cząstkę jego założycielskiego ducha. Spraw, aby jego charyzmat był w nas tak żywy, abyśmy jego mocą mogli kształtować przyszłość Kościoła i społeczeństwa. Niech jego pragnienie odnowienia świata stanie się naszym pragnieniem.

Daj, abyśmy mocą przymierza miłości budowali nowy świat, w którym ludzie tworzą kulturę przymierza, wszędzie tam, gdzie żyją i działają.

Przedwieczny Ojcze, prosimy Cię, by Kościół włączył ojca Kentenicha w poczet świętych. Otwieraj dla niego i jego posłannictwa drzwi i serca wielu ludzi, aby mógł im wskazać drogę do Ciebie, który jesteś Pełnią życia. Prosimy Cię o to w łączności z Maryją, naszą Trzykroć Przedziwną Matką i Zwycięską Królową z Szensztatu. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

Tagi:

Rok Ojca Kentenicha

„Kochana Rodzino Szensztacka!

Osiemnasty, nasz Dzień Przymierza, powoli wpisuje się coraz głębiej i głębiej w  nasze życie. Praktycznie znaczy to, że coraz bardziej i bardziej staje się punktem centralnym, punktem skupiającym, punktem wyjścia całego naszego życia.

Co to znaczy, że staje się punktem skupiającym nasze życie? W praktyce rzeczywistość wygląda tak: naszemu codziennemu życiu brakuje koncentracji; jesteśmy tacy rozproszeni; zatrzymujemy się prawie zawsze na tym, co powierzchowne; tu spotyka nas ten człowiek, tu mamy taki interes do załatwienia, tam taką trudność – pozostajemy ciągle na powierzchni.

A oto przychodzi Dzień Przymierza, w którym zbieramy wszystkie nasze siły duchowe i koncentrujemy je znowu na osobowym Ty: na Matce Bożej i na Ojcu Niebieskim. Co to oznacza? Całe nasze życie zostaje wyrwane z tego, co nieosobowe i wprowadza nas w łączność z „Pra-Osobą”, z żywym, osobowym Boskim – Ty.

W praktyce oznacza to również, że odnawiamy nasze przymierze miłości. Odnawiamy nasze oddanie się Boskiemu Ty, z którym spotykamy się wszędzie w życiu. Nic nie dzieje się przypadkiem, wszystko pochodzi z dobroci Bożej. Rozważamy, co wydarzyło się w ciągu ostatniego miesiąca. Przekonujemy się, że jest to wyrazem przymierza miłości. Kochany Bóg i Matka Boża zesłali nam to wszystko jako dowód tego, że Oni należą do nas, a my do Nich.

Wiemy przecież z doświadczenia, jak często w wirze codziennych trosk i trudów, tracimy z oczu kochanego Boga i Matkę Bożą. Dlatego potrzebujemy przeżyć osiemnasty dzień miesiąca jako Dzień Przymierza. Musimy znowu sobie przypomnieć, że należymy do Matki Bożej i że Ona należy do nas, i że jesteśmy połączeni więzią wierności i związani wzajemnie ze sobą na dobre i na złe. Dlatego każdy osiemnasty dzień miesiąca jest punktem skupiającym, jest punktem oparcia całego naszego życia wewnętrznego. (…) Znowu odpoczywamy w Bogu i Matce Bożej”.

„W poniedziałek wieczorem…Rozmowy z rodzinami. Z  Bogiem w codzienności”.

Katecheza 15 – 18.06.1956 r.

 

Ojciec Kentenich  bardzo podkreśla rolę Dnia Przymierza w naszym życiu.

Jak  ja przeżywam Osiemnasty dzień miesiąca?

Czy potrafię wyrwać się z tego wiru codzienności, aby pójść do Sanktuarium, na Mszę Św. do parafii?

Czy Dzień Przymierza jest dla mnie dniem wyjątkowym, który przypomina mi, jak wielki dar otrzymałem? Dar powołania do Ruchu Szensztackiego. Dar Przymierza Miłości z Matką Bożą.

Ojciec bardzo dobrze zdawał sobie sprawę z tego jaka jest rzeczywistość, jak życie często potrafi przysłonić to, co ważne, nasze dążenie do świętości, naszą wiarę. Dlatego bardzo podkreślał ważność Dnia Przymierza: „Nie jest tak, że nasza miłość jest już na tyle solidna i silna, by nic nie mogło nią zachwiać. Jest przecież tak dużo ludzi, tak dużo spraw i rzeczy, które w ciągu miesiąca i każdego dnia wołają do nas: Ja jestem twoim bogiem, musisz paść na kolana i mnie adorować! Dlatego z pewnością warte jest trudu, byśmy spotykali się każdego miesiąca, protestując przeciwko temu – mówiąc: „Nie chcemy nikomu innemu okazywać swojej miłości, jak tylko ukochanej Matce Bożej – a jeżeli już komuś innemu, to tylko w zależności od Niej”.

Prośmy Ojca Kentenicha – w trzy miesiące przed zawarciem z Nim Przymierza – aby pomagał nam w wyjściu ze wszystkich spraw, które zaprzątają nasze głowy, aby w tym szczególnym dniu, jakim jest każdy Osiemnasty – Dzień Przymierza, znaleźć czas, by całkowicie oddać się w ręce Matki Bożej i Ojca Niebieskiego! 

___________________________________________________________________________________________________________________

Modlitwa, która towarzyszy nam w trwającym Roku Ojca Kentenicha:

Boże nasz Ojcze,

Ty w Ojcu Kentenichu dałeś nam, napełnionego ogniem Ducha Świętego, Ojca i proroka, świadka i głosiciela Twojego posłannictwa w naszych czasach.

Prosimy Cię, daj i nam cząstkę jego założycielskiego ducha. Spraw, aby jego charyzmat był w nas tak żywy, abyśmy jego mocą mogli kształtować przyszłość Kościoła i społeczeństwa. Niech jego pragnienie odnowienia świata stanie się naszym pragnieniem.

Daj, abyśmy mocą przymierza miłości budowali nowy świat, w którym ludzie tworzą kulturę przymierza, wszędzie tam, gdzie żyją i działają.

Przedwieczny Ojcze, prosimy Cię, by Kościół włączył ojca Kentenicha w poczet świętych. Otwieraj dla niego i jego posłannictwa drzwi i serca wielu ludzi, aby mógł im wskazać drogę do Ciebie, który jesteś Pełnią życia. Prosimy Cię o to w łączności z Maryją, naszą Trzykroć Przedziwną Matką i Zwycięską Królową z Szensztatu. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

Tagi: ,

Rok Ojca Kentenicha

„(…) Co znaczy więc: zapach róży za zapach róży? Co znaczy: świętość za świętość? Matka Boża chce nam podarować swoją świętość, a my podarowujemy Jej naszą świętość, oddajemy ją pod Jej opiekę. (…)

Nie zapomnijcie, proszę, o tym, że jesteśmy zobowiązani dążyć do świętości. Jej świętość jest doskonała i ukoronowana, nasza świętość jest niedoskonała. W Akcie Założycielskim czytamy: „Tej świętości domagam się od was!”. Matka Boża żąda od dzieci Szensztatu dążenia do świętości, zmagania się o świętość, o rzeczywistą świętość, o świętość w życiu codziennym. Pamiętacie, co zrobiła Siostra Emilia, czemu poświęciła swoje życie? Temu, by w naszej rodzinie zadomowiła się rzeczywista świętość.

Widzicie, dlatego: zapach róży za zapach róży! Podarowujemy Matce Bożej naszą niedoskonałą świętość, żeby Ona zatroszczyła się o to, byśmy jako rodziny szensztackie rzeczywiście stali się świętymi w życiu codziennym. (…)

Tak więc w tym miesiącu towarzyszy nam hasło: zapach róży za zapach róży! Z tym hasłem idźmy przez kolejne dni miesiąca”.

„W poniedziałek wieczorem…Rozmowy z rodzinami. Z Bogiem w codzienności”.

Katecheza 10 – 18.05.1956 r.

 

Często ludzie świeccy myślą: Być świętym? Tak, ale to raczej Siostry zakonne albo Księża…  Siostry zakonne i Księża myślą: być świętym? Tak, ale to raczej tylko dla wybranych.. Nie jesteśmy dość dobrzy…

Czy na pewno tak jest? Co mówi do nas Matka Boża?

„Tej świętości domagam się od was!”.

Ojciec Kentenich podkreślał nasze zobowiązanie świętości. To właśnie ta chęć bycia świętym powinna stać się największym pragnieniem naszego życia. Nie porównujmy się do drugiego, bo każdy z nas jest inny. Bo każdy z nas w swoim, a nie w innych życiu, w swoich doświadczenia, swoich trudnościach i radościach ma być świętym. Każdy z nas jest zaproszony do tego by stać się świętym!

Zapach róży za zapach róży – świętość za świętość!

Owa świętość będzie możliwa jedynie wtedy, kiedy uznamy naszą niedoskonałość, nasze słabości i postanowimy, że chcemy z Maryją, właśnie z Nią, z nikim innym, dążyć do świętości w codziennym życiu – w szkole, na studiach, w pracy, w domu…

To Maryja jest dla nas Tą, która pragnie nam pomóc przeżywać dzień z Bogiem. Pragnie, aby woń róży, woń Jej świętości stała się naszą wonią.

Dlatego, prośmy Ojca Kentenicha – w cztery miesiące przed zawarciem z Nim przymierza – aby pomagał nam wypełniać postawione nam zadane:

„Tak więc w tym miesiącu towarzyszy nam hasło: zapach róży za zapach róży! Z tym hasłem idźmy przez kolejne dni miesiąca”.

___________________________________________________________________________________________________________________

Modlitwa, która towarzyszy nam w trwającym Roku Ojca Kentenicha:

Boże nasz Ojcze,

Ty w Ojcu Kentenichu dałeś nam, napełnionego ogniem Ducha Świętego, Ojca i proroka, świadka i głosiciela Twojego posłannictwa w naszych czasach.

Prosimy Cię, daj i nam cząstkę jego założycielskiego ducha. Spraw, aby jego charyzmat był w nas tak żywy, abyśmy jego mocą mogli kształtować przyszłość Kościoła i społeczeństwa. Niech jego pragnienie odnowienia świata stanie się naszym pragnieniem.

Daj, abyśmy mocą przymierza miłości budowali nowy świat, w którym ludzie tworzą kulturę przymierza, wszędzie tam, gdzie żyją i działają.

Przedwieczny Ojcze, prosimy Cię, by Kościół włączył ojca Kentenicha w poczet świętych. Otwieraj dla niego i jego posłannictwa drzwi i serca wielu ludzi, aby mógł im wskazać drogę do Ciebie, który jesteś Pełnią życia. Prosimy Cię o to w łączności z Maryją, naszą Trzykroć Przedziwną Matką i Zwycięską Królową z Szensztatu. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

Tagi:

Trzy Kryzysy – Dzieło

Patrząc na dotychczas opisane doświadczenia o. Kentenicha można by powiedzieć, że jego życie było usłane cierpieniem. Jednak on sam tak nie uważał, a co więcej, po wyjściu z obozu twierdził, że czuje się dobrze jak nigdy dotąd i obdarowywał wszystkich wokół radością życia.

Jednak wydaje się, że Bóg postanowił poddać go jeszcze jednej próbie ognia. Wypróbować to, co jest przeciwieństwem pierwszego z grzechów głównych, a tym samym jedną z głównych cnót wszystkich świętych – chodzi oczywiście o pokorę. O ile przezwyciężenie każdego poprzedniego kryzysu wymagało pokory, to tutaj dosłownie wymagane było bezwzględne posłuszeństwo dla niezrozumiałych decyzji.

Duchowość Szensztatu, dla nas tak oczywista, na tamte powojenne czasy była nowatorska i nie do końca zrozumiana. Ruch znalazł się pod uważną obserwacją istniejącej jeszcze wtedy Inkwizycji, aż w końcu uznano jego idee za groźne, “osobliwe” i zdecydowano, że Kentenich musi zostać odłączony od swojego dzieła. Uważano bowiem, że cały Ruch może mieć charakter kultu jednostki Ojca.

1 grudnia 1951 nakazano Kentenichowi opuścić Europę. Wrócił do niej dopiero po 14 latach…14 stacjach jego osobistej drogi krzyżowej.
Musimy postarać się zrozumieć dramat tamtej sytuacji i jej niebezpieczeństwo dla samego Kościoła. Każdy z nas ma jakieś życiowe powołanie. Mając trochę więcej lat zdajemy sobie sprawę, że często większość życia poświęciliśmy jakiejś konkretnej roli – bycia mężem, żoną, matką, kapłanem czy wykonując jakiś zawód jak nauczyciel czy policjant. Te role nas określają, powodują, że czujemy się wartościowi i widzimy sens w swoim życiu. Wyobraźmy sobie, że ktoś nam to wszystko nagle neguje, uznaje, że jest to złe i chce nas od tego oddzielić. To właśnie spotkało o. Kentenicha. Sensem jego życia była służba Bogu poprzez rozwój dzieła Szensztackiego. W pewnym momencie władze Kościoła, który tak umiłował i któremu służył postanowiły go tego sensu pozbawić.

Naturalnie w takiej sytuacji może się zrodzić w człowieku bunt i nienawiść. Kościół zna takich buntowników. W październiku 1571 r. M. Luter ogłasza swoje 95 tez. Wśród nich były niektóre dobre założenia, które przyjął później choćby Sobór Watykański II, a sam Luter pragnął reformy Kościoła. Ale czego mu zabrakło w tym wszystkim? Odpowiedź daje o. Kentenich: “Prorok kroczy wbrew temu co zastaje, w tym też kryje się właściwy powód jego wystąpienia (…), prorok staje się heretykiem w chwili, gdy absolutyzuje swoją postawę, gdy odrywa się od społeczności Kościoła”. Można by pokusić się o stwierdzenie, że heretyk to prorok, który zawiódł. Prorok, któremu zabrakło pokory. Kentenich zachował się zupełnie inaczej. Posłusznie spakował się i wyjechał. Bez cienia nienawiści do tych, którzy go zesłali na wygnanie. Będąc na emigracji w USA w Milwaukee pokornie, dzień za dniem, pełnił swoją kapłańską posługę, ponownie pokazując “świętą obojętność”.

Niespodziewanie pewnego dnia nastała chwila powrotu. Jest to ciekawa historia. Kentenich otrzymał bowiem telegram z nakazem stawienia się w Rzymie, który miał być rzekomo wysłany przez sekretarza pallotynów. Jednak po przyjeździe wszyscy byli zaszokowani. Okazało się, że nikt tego telegrafu nie wysłał. Chyba, że to Maryja postanowiła w końcu zakończyć kilkunastoletnie wygnanie…

Dalsze lata upływały Kentenichowi na mniej lub bardziej spokojnej duszpasterskiej pracy. Aż 15 września 1968, w święto Matki Bożej Bolesnej, bezpośrednio po odprawieniu Mszy św. zmarł.

Jego proces beatyfikacyjny trwa nadal. Jednak ja sam, jestem głęboko przekonany, że był świętym człowiekiem – unikającym grzechu, nie szukającym wymówek, pokornym, wytrwałym, a przede wszystkim kochającym innych. Był zwykłym człowiekiem. Nie miał objawień, stygmatów, nie spisał Ewangelii. Ale był świętym w codziennym, trudnym życiu. Z takiego przykładu chcę czerpać, bo i sam wierzę, że każdy z nas jest do takiej świętości powołany. Tym bardziej, że Kentenich otrzymał swoistą “rekomendację” od innego, bliskiego nam Polakom, świętego – “W pełnym wdzięczności uznaniu dla duchowego spadku, jaki pozostawił Kościołowi, nazwałem O. Kentenicha w czasie mojej niedawnej wizyty w Fuldzie, jedną z największych postaci kapłańskich najnowszej historii, chcąc w ten szczególny sposób oddać mu cześć …” – św. Jan Paweł II.

Tagi: , ,

Trzy Kryzysy – Dusza

Wkrótce po zagłębieniu się w jego życiorys okazało się, że został doświadczony na wszystkich możliwych płaszczyznach ludzkiego życia. Cierpiał psychicznie, walczył duchowo, musiał znosić nieludzie męki ciała, a na końcu poniekąd zanegowano sens jego powołania, dzieło jego życia. Kiedy patrzy się na te kryzysy w całości nie można też nie odnieść wrażenia, że ich kolejność nie była przypadkowa i każdy poprzedni był przygotowaniem na następny. Nic nie było z góry określone, za każdym razem Ojciec Kentenich miał wybór, mógł się poddać i po prostu ulec.

Kentenich - Szensztat

O wewnętrznych walkach duchowych (1904 – 1910) wiemy najmniej, co nie znaczy, że nic. Być może będzie się nam się też ciężko w nie wczuć, ale na podstawie różnych przesłanek można sobie próbować uzmysłowić jak ciężka była to walka i jak wiele od niej zależało. Co ciekawe sam Kentenich określił ten okres jako „najniebezpieczniejsze walki”, co może się wydawać dziwnym w porównaniu do późniejszych doświadczeń z Dachau. Wszystko zaczęło się z matematyczną dokładnością w momencie jego wstąpienia do seminarium Pallotynów. Kentenich wspominał: „Ani śladu wewnętrznego szczęścia czy zadowolenia”. Było to po nim widać. Trudno w to uwierzyć, ale Kentenich nie był lubiany, miał trudności w nawiązywaniu relacji i nie przypominał w najmniejszym stopniu tego roześmianego i ciepłego kapłana z późniejszych lat życia. Koledzy mieli go za dziwaka, zły stan psychiczny odbijał się na jego zdrowiu, skutkowało to zwolnieniami z zajęć, co jeszcze bardziej wzbudzało nieufność otoczenia.

Przyjrzyjmy się jednemu ze wspomnień, które może przedstawiać esencję tych walk: „Z powodu oderwania mojego ducha i mojej duszy od tego co ziemskie (…), cały człowiek został wewnętrznie poddany udrękom totalnego sceptycyzmu, wygórowanego idealizmu i jednostronnej nadprzyrodzoności.” Ten fragment pokazuje nam, że nie ma tu mowy o zwyczajnej depresji, która mogła wynikać np. z trudnego dzieciństwa, którego Kentenich również doświadczył. Ukazuje się nam tu raczej poważny kryzys egzystencjalny o natężeniu dużo większym niż u pozostałych rówieśników.

„Totalny sceptycyzm” nasuwał Kentenichowi pytania z kategorii: Czy prawda w ogóle istnieje?, A jeśli tak to jak można ją poznać? Gdzie odnajdę Boga w codziennym życiu?

„Wygórowany indywidualizm” oznaczał trudności w nawiązaniu relacji z innymi. Kentenich wspominał o ogromnej samotności i tym, że nawet ojciec duchowny go nie rozumiał. Możemy sobie wyobrazić co to oznaczało za zamkniętymi murami seminarium. Tutaj pozwolę sobie na małą dygresję, bo co ciekawe Ojciec Założyciel wspominał po latach, że „nie znam żadnego człowieka, który wywarłby na mój rozwój głębszy wpływ. Wielu ludzi załamałoby się gdyby byli pozostawieni tak samym sobie…” Można domniemywać, że jedyną Osobą, która miała wpływ na duchowe wzrastanie Kentenicha była Maryja. Nie jest to nic złego, gdy brakuje ludzkiej ręki w tym procesie. Św. Faustyna Kowalska także wspomina, że była niezrozumiana przez spowiedników i ojców duchownych, a jako swojego jedynego mistrza określiła Jezusa.

Odpowiedzią na ostatni z dylematów „jednostronną nadprzyrodzoność” była właśnie Maryja. Kentenich, który był wybitnym intelektualistą nie mógł pogodzić w swojej głowie istnienia rzeczywistości ziemskiej i nadprzyrodzonej. Z pomocą przyszła dopiero postać Matki Bożej, o której napisał: „Maryja w swym doskonałym bycie jest dla nas klasycznym punktem spotykania się natury i nadnatury, jedynym w swoim rodzaju ucieleśnieniem harmonijnego połączenia natury i łaski.”
Kentenich kryzys ducha przetrwał, wyszedł z niego zwycięsko, a o owocach miał się dopiero przekonać podczas kolejnego trudnego doświadczenia. Co ciekawe, kryzys duchowy spowodował, że samo jego kapłaństwo wisiało na włosku. Początkowo nie zgodzono się na jego święcenia, by ostatecznie przegłosować zgodę na nie tylko jednym głosem. O ile przezwyciężenie takich trudności wewnętrznych może świadczyć o sile charakteru, o tyle hart ducha jakim wykazał się podczas kolejnych kryzysów wydaje się być nierealny, a jednak był konsekwencją zwycięstwa w tej pierwszej walce.

 

Tagi: ,

Trzy Kryzysy – Dlaczego Kentenich?

Trzy kryzysy z jego życiorysu, które utwierdziły mnie w przekonaniu o świętości jego życia. Relacja z osobistych poszukiwań.

Do zbudowania mostu, który połączy dwa brzegi miasta potrzeba stali, którą aby uformować należy podgrzać do temperatury ok. 3000 C. Jeśli chcę się napić wyśmienitego wina z eleganckiego kieliszka to najpierw kwarc wraz z innymi składnikami musi zostać zmieszany w piecu hutniczym, również w niemałej temperaturze 1200 stopni. By piękna dziewczyna mogła otrzymać pierścionek zaręczynowy z brylantem najpierw jubiler musi poddać próbie ognia złoto i oszlifować diament za pomocą niezwykle twardych ostrzy szlifierek…

Tak już jest na tym świecie, że to, co piękne i użyteczne musi najpierw zostać poddane działaniu dużych sił, które je odpowiednio uformują. W tym miejscu zatrzymajmy się na chwilę i zróbmy pewną dygresję.

Czy znasz takich współczesnych kaznodziei jak o. Adam Szustak czy ks. Piotr Pawlukiewicz? Myślę, że jeśli choć trochę zaglądasz do katolickich mediów to musiałeś słyszeć o którymś z nich. Czy dałbyś wiarę, że o. Kentenich był kiedyś tak samo popularny jak oni? Ciężko nam w to dzisiaj uwierzyć, bo o Kentenichu słyszał mało kto, a nawet członkowie i sympatycy Ruchu niewiele o nim wiedzą. Tymczasem był to jeden z najpopularniejszych i najbardziej cenionych kapłanów XX w. Pomiędzy rokiem 1936 a 1940 w prowadzonych przez niego rekolekcjach dla księży uczestniczyło ponad 4000 mężczyzn, którzy duchowość Szensztatu roznosili później po całych Niemczech. Dlaczego o tym wspomniałem? Bo gdy sam zobaczyłem te liczby i świadectwa, zacząłem się zastanawiać kim był ten człowiek? Pomyślałem, że musiało w nim być coś niezwykłego skoro Maryja posłużyła się nim do zbudowania takiego międzynarodowego i wiekowego już dzieła jakim jest Szensztat. Wiedziałem, że toczy się jego proces beatyfikacyjny, zastanawiałem się dlaczego tak długo. Zajrzałem na stronę www.pater-kentenich.org i dowiedziałem się, ze wynika to m.in. z czysto formalnych powodów (np. wydanie nowego Kodeksu Prawa Kanonicznego, co skutkowało rozpoczęciem procesu od nowa), a dodatkowo do przebadania jest niezliczona ilość pism i świadectw.

„Bo w ogniu próbuje się złoto, a ludzi miłych Bogu – w piecu poniżenia”

Stwierdziłem jednak, że nie jest najważniejsze czy Kentenich kiedykolwiek zostanie ogłoszony świętym. Nie chodzi mi tu o jakąś herezję, że niepotrzebne jest ustanawiania przez Kościół świętych. Jednak zadałem sobie pytanie po co Kościół to robi? Porzucając zawiłe teologiczne wytłumaczenia przyszły mi na myśl dwie odpowiedzi. Pierwsza, to fakt, że możemy za ich wstawiennictwem prosić Boga o łaski. Druga to wezwanie do naśladowani i czerpania z przykładu ich życia. Uznałem, że obie te rzeczy mogę czynić prywatnie bez zakończenia procesu beatyfikacyjnego, choć oczywiście nie chodzi mi tu o jakieś uświęcanie na siłę czy ustanawianie kultu jednostki.

Po prostu zastanowiłem się czy ja patrząc na przykład jego życia mogę lepiej służyć Maryi i przede wszystkim Jezusowi? Stwierdziłem, ze w pierwszej kolejności muszę przyjrzeć się historii jego życia. Fakt, napisał rzeczy bardzo mądre i szlachetne, ale czy sam ich przestrzegał i czy jego życie było prawdziwym aktem zawierzenia? Co spowodowało, że tłumy podążyły za nim ku Maryi i Jezusowi?

Gdy tak się zastanawiałem przyszedł mi na myśl jeden z ulubionych fragmentów Księgi Mądrości Syracha (Syr, 2, 5): „Bo w ogniu próbuje się złoto, a ludzi miłych Bogu – w piecu poniżenia”. Najprościej mówiąc Bóg sprawdza nas poprzez trudne doświadczenia, odpowiednio nas formuje, tak jak formuje się stal, szkło czy diamenty, o których wspomniałem na początku. Uznałem, że to będzie dobry kierunek. Sprawdzić czy Kentenich miał w życiu trudne doświadczenia i jak sobie z nimi poradził.

Tagi: , ,

Rok Ojca Kentenicha

„Zwróćcie proszę uwagę, jak wspaniała byłaby to moja główna dewiza życiowa, kiedy może przyjść co chce – a pierwszym pytaniem jest: „Kochany Boże, co chcesz mi przez to powiedzieć?”. A nie trwanie w wewnętrznym bałaganie: “Do diabła, że też mi się to znowu musiało przydarzyć!”; „Ten X czy Y – ten to zawsze ma szczęście, a ja mam ciągle pecha!”. Czy też inne nastawienie: „Za jakie grzechy, muszę tak cierpieć?”. Zawsze najpierw stawiamy pytanie: „Kochany Boże, jakie chcesz mi przygotować dowody miłości poprzez takie czy inne nieszczęście, czy taką lub inną radość?”.

Widzicie, jest to bardzo mocne, zasadnicze nastawienie. Taka postawa dotyczy nie tylko zakonnika czy księdza, ja również muszę ją posiadać”.

„W poniedziałek wieczorem…Rozmowy z rodzinami. Z Bogiem w codzienności”.

Katecheza 13 – 28.05.1956 r.

Przeżywanie z Bogiem wszystkiego, co dzieje się w naszym życiu, jest trudnym zadaniem szczególnie wtedy, gdy dotyka nas coś ciężkiego, niezaplanowanego. Nie jest prosto w takiej sytuacji powiedzieć: „Dziękuję za to doświadczenie!”. Ale, jak mówi Ojciec, jeśli jesteśmy przekonani o Jego miłości do nas, to możemy być pewni, że On nie chce, aby stało nam się coś złego, coś, co nas wykończy. On chce, abyśmy stali się pięknymi osobowościami, których te niektóre przykre doświadczenia ukształtują na wolne i mocne charaktery, wpatrzone w miłość Boga.

Dlatego, prośmy Ojca Józefa Kentenicha, – w pięć miesięcy przed zawarciem z Nim Przymierza – aby pomagał nam wypracować w naszym codziennym życiu postawę zaufania. Zarówno w naszych radościach, jak i smutkach, powtarzając: „Kochany Boże, co chcesz mi przez to powiedzieć?”.

___________________________________________________________________________________________________________________

Modlitwa, która towarzyszy nam w trwającym Roku Ojca Kentenicha:

Boże nasz Ojcze,

Ty w Ojcu Kentenichu dałeś nam, napełnionego ogniem Ducha Świętego, Ojca i proroka, świadka i głosiciela Twojego posłannictwa w naszych czasach.

Prosimy Cię, daj i nam cząstkę jego założycielskiego ducha. Spraw, aby jego charyzmat był w nas tak żywy, abyśmy jego mocą mogli kształtować przyszłość Kościoła i społeczeństwa. Niech jego pragnienie odnowienia świata stanie się naszym pragnieniem.

Daj, abyśmy mocą przymierza miłości budowali nowy świat, w którym ludzie tworzą kulturę przymierza, wszędzie tam, gdzie żyją i działają.

Przedwieczny Ojcze, prosimy Cię, by Kościół włączył ojca Kentenicha w poczet świętych. Otwieraj dla niego i jego posłannictwa drzwi i serca wielu ludzi, aby mógł im wskazać drogę do Ciebie, który jesteś Pełnią życia. Prosimy Cię o to w łączności z Maryją, naszą Trzykroć Przedziwną Matką i Zwycięską Królową z Szensztatu. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

Tagi: ,

Rok Ojca Kentenicha

„(…) Często mówi się dziś: „Jest teraz tak mało wierzących ludzi, tak mało powołań”. Bez wątpienia brakuje też prawdziwych matek. Dlaczego? Wszędzie coraz bardziej zanika zdolność do ofiary. Współczesny człowiek jest zmęczony, nie udźwignie tylu ofiar, jak wcześniej. I to właśnie niech stanie się dumą naszej szensztackiej młodzieży: kto przejdzie przez naszą wspólnotę, kto będzie w niej formowany, musi niezaprzeczalnie mieć serce gotowe do poświęcenia. (…)” .

Wykład Ojca Józefa Kentenicha

14.04.1950 r.

Tak wiele w tych słowach aktualności… Coraz mniej wierzących ludzi, coraz mniej powołań… Człowiek wciąż zabiegany, zmęczony, unikający trudności i ofiar…

Dziś nasze myśli idą w kierunku Jezusa Chrystusa, ponieważ trwamy w okresie Wielkiego Postu. Jezusa Chrystusa, który był upokarzany, poniżany, który cierpiał i oddał za nas życie, który był zdolny do ofiary w imię miłości do każdego człowieka.

Dalej idziemy w kierunku Maryi, która, jako bezgranicznie kochająca swoje dziecko Matka, musiała patrzeć na śmierć swojego Syna, ale była gotowa ponieść tę ofiarę, bo całkowicie była zjednoczona z tym, co było w planach Bożych.

Następnie dostrzegamy postać Józefa Englinga, który w 1918 roku wypowiedział słowa poświęcenia: „Jeśli to odpowiada Twoim planom, pozwól mi być ofiarą za wykonanie zadań, które postawiłaś przed naszą Rodziną”.

Dalej s.M.Emilia Engel doświadczona w chorobie pisała w swoich notatkach: „Warunki mojego życia radośnie akceptować i pojmować jako rodzaj Bożej miłości. Moje małe i wielkie cierpienia nieść w ukryciu z radosnym obliczem, na którym niczego się nie dostrzega”.

Aż wreszcie dochodzimy do naszego Ojca Józefa Kentenicha, który doświadczany był już od małego. W 1951 roku zostaje odłączony od dzieła i wysłany do Milwaukee. Tam pokornie, posłuszny decyzjom Kościoła, służy ludziom, bo wierzy w Boże prowadzenie i ufa Maryi, że Dzieło Szensztackie jest Jej dziełem.

Każda z tych postaci miała serce gotowe do poświęcenia. Tak jak powiedział Ojciec – my, formowani w duchu szensztackim również mamy mieć takie serce. My, czyli każdy członek Rodziny Szensztackiej, niezależnie od wieku i stanu.

Czy jestem na to gotowy? Czy mam serce gotowe do poświęcenia, czy może jestem zbyt zmęczony i zabiegany?

W tym miesiącu – w 6 miesięcy przed zawarciem z Ojcem Przymierza – prośmy Ojca szczególnie o to, aby pomagał nam, za wzorem Jezusa Chrystusa i Maryi, stawać się człowiekiem z sercem gotowym do poświęcenia. 

___________________________________________________________________________________________________________________

Modlitwa, która towarzyszy nam w trwającym Roku Ojca Kentenicha:

Boże nasz Ojcze,

Ty w Ojcu Kentenichu dałeś nam, napełnionego ogniem Ducha Świętego, Ojca i proroka, świadka i głosiciela Twojego posłannictwa w naszych czasach.

Prosimy Cię, daj i nam cząstkę jego założycielskiego ducha. Spraw, aby jego charyzmat był w nas tak żywy, abyśmy jego mocą mogli kształtować przyszłość Kościoła i społeczeństwa. Niech jego pragnienie odnowienia świata stanie się naszym pragnieniem.

Daj, abyśmy mocą przymierza miłości budowali nowy świat, w którym ludzie tworzą kulturę przymierza, wszędzie tam, gdzie żyją i działają.

Przedwieczny Ojcze, prosimy Cię, by Kościół włączył ojca Kentenicha w poczet świętych. Otwieraj dla niego i jego posłannictwa drzwi i serca wielu ludzi, aby mógł im wskazać drogę do Ciebie, który jesteś Pełnią życia. Prosimy Cię o to w łączności z Maryją, naszą Trzykroć Przedziwną Matką i Zwycięską Królową z Szensztatu. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

 

Tagi: ,

Rok Ojca Kentenicha

„(…)Wszystko, co mogliśmy otrzymać na tym świętym miejscu jako wielkie i wartościowe w tym czasie, ma ścisły związek z Matką, Panią i Królową z Szensztatu. (…)

Ona troszczyła się o to, abyśmy na wszystkie trudności czasu patrzyli jako na zadanie, które czas przed nami stawia, i odważnie je podejmowali. (…)

Jej zawdzięczamy wielką łaskę, że wszystkie bloki skalne, które miały nas zniszczyć, stały się potężnymi schodami, które prowadziły w sposób pewny do Boga oraz w świat naszego posłannictwa i zadań.

Bez Niej nie potrafilibyśmy zachować zdrowego umiaru i niezmąconego spojrzenia na przykre rozdźwięki w katolickim obozie i nie moglibyśmy spokojnie i zdecydowanie iść dalej naszą drogą”.

Drugi Akt Założycielski

18.10.1939 r.

Jak głęboką wiarę miał nasz Założyciel, że nawet w trudnościach, w tym, co po ludzku mogłoby nas przygnieść widział działanie Maryi…

Jak głębokie zaufanie i zawierzenie towarzyszyło Jego decyzjom, zachowaniom, rozmowom…

Jak głęboką posiadał pokorę wobec różnego rodzaju trudnych doświadczeń, często niezgodnych z oczekiwaniami, pragnieniami…

Czy potrafię za przykładem Ojca mówić nieustanne „tak” do Bożych planów?

Czy nie zostaje w tyle, w cieniu, w biernej postawie, tylko dlatego, że tak łatwiej, bo trudności wydają się nie do przejścia?

Bardzo często w naszym życiu jest tak, że uciekamy od trudnych doświadczeń, od sytuacji, w których musimy się bardziej wysilić, zaangażować, od sytuacji, w których będziemy ocenieni, bo zabraliśmy inny głos niż reszta… Dlaczego tak się dzieje? Czy nie jesteśmy pewni naszej drogi? Czy nie jesteśmy pewni posłannictwa i zadań, które otrzymaliśmy od naszego Ojca, a On od Matki Trzykroć Przedziwnej?

Rozpoczęliśmy czas Wielkiego Postu, w którym pochylamy się nad wielkością krzyża Jezusa. W tym miesiącu – w 7 miesięcy przed zawarciem z Ojcem Przymierza – prośmy Go, aby uczył nas postawy spokojnego zaufania działaniu Boga, nawet w trudnościach dnia codziennego, w sytuacjach, które po ludzku mogą wydawać się nam zbyt trudne, które są dla nas swego rodzaju krzyżem…

„(…) wszystkie bloki skalne, które miały nas zniszczyć, stały się potężnymi schodami, które prowadziły w sposób pewny do Boga oraz w świat naszego posłannictwa i zadań. (…)”

___________________________________________________________________________________________________________________

Modlitwa, która towarzyszy nam w trwającym Roku Ojca Kentenicha:

Boże nasz Ojcze,

Ty w Ojcu Kentenichu dałeś nam, napełnionego ogniem Ducha Świętego, Ojca i proroka, świadka i głosiciela Twojego posłannictwa w naszych czasach.

Prosimy Cię, daj i nam cząstkę jego założycielskiego ducha. Spraw, aby jego charyzmat był w nas tak żywy, abyśmy jego mocą mogli kształtować przyszłość Kościoła i społeczeństwa. Niech jego pragnienie odnowienia świata stanie się naszym pragnieniem.

Daj, abyśmy mocą przymierza miłości budowali nowy świat, w którym ludzie tworzą kulturę przymierza, wszędzie tam, gdzie żyją i działają.

Przedwieczny Ojcze, prosimy Cię, by Kościół włączył ojca Kentenicha w poczet świętych. Otwieraj dla niego i jego posłannictwa drzwi i serca wielu ludzi, aby mógł im wskazać drogę do Ciebie, który jesteś Pełnią życia. Prosimy Cię o to w łączności z Maryją, naszą Trzykroć Przedziwną Matką i Zwycięską Królową z Szensztatu. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

Tagi: ,